Z MIŁOŚCI SERCA

Okadka 2 

 

 

"Z MIŁOŚCI SERCA - Opowieści, przypowieści oraz mądrości Ducha"    str.272 cena 39 zł. , dostępna również w formie CD cena 35 zł / z wysyłką/

 

Przy zakupie do 3 książek opłata wynosi 11 zł + 1,20 koperta = 12, 20 

Przy zakupie powyżej 4 książek opłata wynosi 13 zł + 2, 70 koperta.= 15, 70

 

 

ZAMÓW KSIĄŻKĘ - TUTAJ

 

 

lines red 029

 

SPIS TREŚCI

OPOWIEŚCI                 str.15

PRZYPOWIEŚCI          str. 79

MĄDROŚCI                  str.101

 PRZEKAZY                 str.143

 PRZESŁANIA

 WIERSZEM PISANE  str.183

 DODATEK                   str.265

 

Z Ducha i w Duchu Ty i każdziutki jeden, lecz cóż znaczy to, gdy żaden nie czuje, ani zrozumienia nie ma cóż znaczyć to może, więc rzeknę:

W jednym stali sobie domu, oni dwaj, jeden znał siebie trochę, drugi wcale nie miał zrozumienia siebie, lecz obaj, z jednej matki narodzili się i z ojca jednego. Pierwszy często słuchał bicia swego serca i zadawał pytanie ? jak to się dzieje, drugi, nic nie odczuwał, do głowy nie przyszło mu zadać pytania dopóki silny ból nie chwycił jego serca. I wówczas w ciężkim bólu zawołał ? dlaczego? Lecz jego dlaczego nie szukało przyczyny, a winnych i umarł, choć nigdy i tak życia nie dotykał prawdziwego.

Z jednego ojca i jednej matki byli, a jednak oczy ich inaczej świat widziały, a i serca inną pełniły służbę.

I narodził się ponownie drugi, choć nigdy przecież nie żył i od małego za serce trzymał i bólu szukał i winnych wokół wszystkiemu co życie mu niosło.

 A pierwszy już daleko był, nie tylko odpowiedź znalazł dla pytania swego, lecz  i wiele innych. Nie szukał winnych, lecz poszukiwaczem był wieczności i choć zaczynał dziecinnym pytaniem, nigdy nie zatrzymał się, płynął.

A drugi, życie trudne i jakby w upartości cały świat przeciw niemu i znów winnych szukał i umarł, choć nigdy nie żył.

I wielki mijały i tysiące, choć i to miarą nieprawdy jest. I ten, który kiedyś pytanie zadał już jako anioł pracował i w niewidzialnym świecie służbę pełnił. I trafił dnia pewnego na tego, który drugim był, a z ojca jednego i jednej matki.

Bracie- rzekł do niego, lecz drugi nie słyszał,  jak głuchy i ślepy był.

Bracie- rzekł ponownie ten, który aniołem się stał, po cóż w starym wciąż tkwisz, zamknij świat stary, zbudzić cię przyszedłem.

I pukał do serca drugiego i wołał, i szturchnąć chciał mocnej, lecz zrozumiał, że nie zostanie wysłuchanym.

Usiadł i zatroskał się. Wówczas zjawił się starszy rangą anioł i przemówił :

Zostaw go, pozwól  mu drogą iść własną, bo choćbyś gardło zdarł, człowiek nie usłyszy twego wołania, nie przyjmie pomocy dopóki ? NIE ZADA SOBIE  PYTANIA  -dlaczego?

W pytaniu tym, nie zarzut jednak być ma, lecz wołanie o zrozumienie istoty życia. Pozwól mu dorosnąć aniele.

I tak się stało, choć trwało to miliony lat.

I spotkali się obaj, z ojca jednego i jednej matki. I śmiali się z całej swej przeszłości, bo choć szli osobno i w czas wierząc droga dłużyła się im, spotkali się w jednym miejscu, miejscu z którego kiedyś wyszli ? w łonie wszechświata, w Źródle i śmiali się z całej ułudy czasu, miejsca, przestrzeni.

 

Dla wielu-  rzecze  książę nic nie znaczy wiele, lecz dla mnie jednego, zaiste to wiele. Przypatrzył się słowom księcia żebrak niewidomy i zwrócił o pomoc do mędrca, by odsłonił rąbek tajemnej mowy księcia. 

Żebraku ? zatraceńcu, rzekł mistrz do upadłego, on księciem ty żebrakiem i o to chodzi jemu.

Kto potrafi, niech zrozumie.

Na polu dwaj stanęli, jeden był w żałobie, bo oto stracił to, co miał na swej głowie. A drugi szedł w zapędy, na polu harce czynił, przewrócił więc pierwszego, lecz tym się nie zawinił..

Jak to, -  rzekł pierwszy ? ty  nie masz nic na głowie?

Drugi rzecze na to ? nie, bo mam wszystko w sobie.

Kto potrafi, niech zrozumie.

Jadło mu smakowało, jak nigdy przedtem chyba, zapytał więc przyjaciela

- Z pewnością  świeża to była ryba?

I odparł mu przyjaciel, dobry, nie byle jaki:

Och, przed tygodniem złowiłem te dwa szczupaki.

Kto potrafi niech zrozumie.

- Nie wiedzieć czemu woda z nieba wciąż leci - zwrócił się do mistrza, uczeń niepierwszeci.

A na to mistrz rzecz :

? Głupcze nieuważny ? to nie woda wciąż leci, lecz obraz nieważny.

 

Było ich dwoje, ona i on. Patrzyli na siebie i żal się w sercach budził i tęsknota za zjednoczeniem, za stworzeniem pełni. Szli, tysiące lat mijało i jako dwoje szli badając wciąż tęsknotę swoją i w niej stwarzali ciągłe pragnienie dopełnienia. Czasami udawało im się już, już dosięgnąć tego stanu a wówczas wydarzało się coś co przerywało tę złudną sielankę. Śmierć, która rozdzielała ich nie była jednak przyczyną ich bólu ponownej samotności, lecz stanowiła dzwon przypomnienia ? że w nich, w każdym z osobna nie odnaleźli tego po co zeszli jako dwoje. Ci i tak szczęście mieli, ale i ból większy rozstania niż ci, którzy nigdy nie spotkali swojej - jak w tym śmiesznym świecie nazywali się - swojej połówki.

Szli więc dwoje, z których miliony powstały, jakby pączkowali w swej kobiecości i męskości. A jednego dwoje, a z dwojga miliony, szli i zabawa trwała, wciąż zadania sobie wyznaczali, wciąż poznawać chcieli zależności tworząc, ból, zagrożenie, zdrady, odrzucenie, niezasługiwanie na miłość, starzenie, formy ciała, porównywanie, rozmiary, przemoc, agresję, zabór, własność, znieważenie, ograniczenie, lekceważenie, lęk. Tworzył to umysł, widząc, tylko widząc miarę świata tego stwarzał OGIEŃ, w którym żądza lub niemożność rolę grały stwarzając ciągłą iluzję związku. Bawili się ?..i cierpieli. W pogoni za dopełnieniem łzy lali i tęsknota rozdzierała ich serca. Wciąż w bólu, w ckliwej tęsknocie, która gdy dano im dotknąć drugiego zamieniała się w piekło i iluzję związku.

Ja muszę tak żyć, ja muszę to wypełnić, ja mam zobowiązanie, ja się boję, znów mnie krzywdzi, żyć bez niej nie mogę, dlaczego on mi to robi, znajdę sobie młodszą, wezmę bogatszego ?..?..umysł, umysł, umysł i trwają tańcząc taniec śmierci, zapomnieli kim są i dlaczego.

I dzień nastał sądu, tak myśleli i bali się, lecz nie był to dzień ostatni. Anioł Miłosierdzia ukazał im się jak anioł stróż, troszczący się o dwoje i rzekł:

- Po cóż szukacie, skoro w sobie macie wszystko dzieci moje. Tu cisza jest i pełnia.

Nie zgodził się mężczyzna- umysł świata tego, nie zgodziła kobieta, choć w sercu drżenie poczuła.

- Służyć chcę mężczyźnie memu i opiekować się nim- wyznała. To takie wzniosłe móc życie poświęcić innym.

Chcę jej - kobiety, bo cóż życie bez seksu warte i troski, próbowałem w samotności żyć, lecz nijakie to życie, choć starałem się, próbowałem wiele - Boga odnaleźć, wiele kobiet posiadać, bawić się życiem, lecz w sercu pojawiała się w chwilach samotność i niezrozumiane dążenie do posiadania tej jednej.

- A ja,  - pośpieszne dodała kobieta - tak bardzo żyć chcę dla niego, być jego, rodzić dzieci jego i należeć do kogoś, choć i złość mnie bierze często na niego, na jego głupotę, nieumiejętność miłości, brak czułości i słabość.

- Nie jesteś lepsza, - odparł szybko mężczyzna - chcesz kochać, lecz nie potrafisz, chcesz dawać lecz nie umiesz, mówisz za wiele, żądasz wciąż czegoś, marudzisz, zapatrzona w swój wygląd zapominasz o mnie, o tym co naprawdę połączyć by nas mogło. I złości mnie to, nie słyszysz gdy mówię, słuchasz tylko tego co sama wypowiadasz, a ja jak głuchy i ślepy nie wiem dokąd iść.

Trwało to dłuższą chwilę, aż Anioł Miłosierdzia przerwał monologi umysłu starego i serca starego, bo wciąż trwali w starym programie życia.

- Jak długo chcecie w tym być - zapytał ich Anioł, - lecz nie zrozumiali pytania.

- Jak długo w bitwie trwać ? umysł mężczyzna i serce kobieta?

Zdziwili się, my, w bitwie, przecież chcemy być ze sobą i stworzyć jedno, z dwóch połówek jedno.

- Dość już mam gonienia za sercem -powiedział umysł, mężczyzna

- A ja dość niezrozumienia mnie serca przez umysł ? odrzekło kobieta -serce, będąc nadal w grze pozorów świata.

I trwali by tak wieczność, bo żadne zbudzić się nie chciało, gdyby nie nastał dobry czas na Ziemi, gdzie czas Czasów zaserwował nowe.

Ujrzeli OBRAZ - ona i on, w obliczu Anioła Miłosierdzia, ujrzeli obraz nowego.

Zatrwożyli się, przerazili, pierwsze co przyszło im w odczuwaniu to śmierć, śmierć poczuli i zapaść głęboką.

Nie, nie może to być, nie może, nie, nie ? nie mogli zrozumieć, pojąć, zaakceptować, przyjąć.

Długo trwało nim wgląd który dostali przeniknął ich nowym programem.

Od tej chwili nie szukali już niczego. Każde  z nich stało się pełnią.

Byłem tam, widziałem, ciekawi jesteście co się wydarzyło?

Każde z nich spojrzało na siebie. Ona na siebie tylko i on tylko na siebie.

Najpierw ona, gdyż bliżej stała Anioła ? zobaczyła, że choć sercem jest toć i umysł ma. Zdziwiła się, lecz przyjęła i nagle mądrość swą poczuła i zrozumienie ? nie musi już dla nikogo życia poświęcać, nie musi dla kogoś żyć, nie musi szukać w zewnętrznym świecie mądrości umysłu, bo nagle zdała sobie sprawę, że to za tym dążyła, szukała mądrości i w niej skryć chciała się jako miłość. Gotowa dać całą siebie, ba, życie nawet lub oczy wydrapać, bo i to się zdarzało ? a wszystko dlatego, gdyż nie uznawała swej mądrości.

Patrzył na to wszystko on. Z początku z lekceważeniem, bo za mądrego się miał. Lecz gdy czas na niego przyszedł, mina zrzedła mu gdyż poczuł swoją pustkę i ciągłą gonitwę za sercem. Jak mógł uznawać się za mądrego - pomyślał, skoro nie zauważył, że i on serce posiada i za niczym biec nie musi, a seks, jakże mu się w chwili tej śmiesznym zdał. Jak mogłem mądrością swą nad świat ten wynosić się, nad innych, nad kobietę i  dzieci, skoro nie spostrzegłem, że serce mam, a seks zabawą jest w przyciąganie i trwa tak długo, aż jedność znajdzie każde z nas.

I ulgę poczuł on- umysł, o - jakąż ulgę.

I stanęli oboje nadzy ? ona w mądrości i miłości nie musiała już niczego udowadniać, dla nikogo żyć, niczego szukać, przed niczym się chronić.

Eureka- zakrzyknęła, nic nie muszę. Kocham, Kocham, skakała radosna w swej nowo poznanej wolności. Czuła jak rozpiera ją miłość, jak płomień miłości przenika jej ciało i rozpala życie, świat, istnienie. Nagle poczuła czym miłość jest do siebie ? wolnością, gdzie nic nie trzeba, gdzie nigdzie nie pędzi wewnętrzna potrzeba. Kocham Cię Boże zawołała i ciepło przytuliła mężczyznę. Zdziwiła się, bo to co poczuła w tej chwili było niezwykłe ? kochała, lecz nie było tutaj już lęku, smutku, zależności.  Kochała, jakże była to inna miłość,

kochała SIEBIE, zrozumiała różnicę, kochała teraz siebie ? i to dało jej wolność, dało jej odczucie pełni, i wdzięczność.

Nie mogła nasycić się tą miłością, mężczyzna nie był jej już potrzebny do szczęścia gdyż wszystko miała w sobie, całą Miłość wszechświata,  pełnię, zjednoczenie. Lecz?.poczuła to teraz wyraźnie - dopiero teraz wie czym jest miłość i z radością podzieli się nią z nim, dla wspólnej zabawy, wspólnej radości, dla tworzenia nowego wspaniałego świata. Ekscytowało ja to - Nowe. I lęku ni innej zależności w niej już nie było.

Ponieważ stała się miłością - nie musiała skupiać uwagi na sobie i stała się jak słońce, promieniujące blaskiem najjaśniejszym.

On patrzył i podziw w nim się tworzył. Jak pięknie wyglądała! Jasność tylko widział  i blask i nic więcej nie mało znaczenia ? ciało, wiek, strój, umiejętności, to co było starym programem zniknęło dla niego, gdyż stawał się jak ona jednością.

I spojrzał na siebie i ujrzał swe serce, które dzięki jej przemianie stało się świetliste i czyste, gorejące niczym krzew, objawiony Mojżeszowi, wieczną miłością. I poczuł jak zmienia się. Dobrze mu w tym było i spokój czuł.

Kochać, to takie proste pomyślał ? i spojrzał na kobietę. Nie czuł pożądania, lecz czułość i chęć obdarowania jej tym co teraz odczuł. Przepełniała go radość, dziwne uczucie miłości w której zniknęła znana mu seksualność, poczuł to, wolność i wdzięczność za uwolnienie się z tego. Na  miejsce tamtego pojawiła się nieznana mu wcześniej światłość, która lekko i radośnie płynęła w nim. Poczuł, zrozumiał, on - mężczyzna - kim jest, zrozumiał, że był jak dziecko, domagające się zabawek, używające przemocy, tupiące nogami, krzyczące lub zapijające swą słabość, śmiał się, bo zobaczył w sobie całość starego programu i wzruszenie poczuł z wolności, która pojawiła się w nim.

Kochać, jak pięknie jest kochać siebie, jak wspaniale serce poczuć w sobie, jak ?cudnie, zdziwił się jeszcze przez chwilkę, że słów tak egzaltowanych używa i zaśmiał zaraz ? teraz mogę, jestem przecież miłością, sercem i mądrością umysłu. A skoro mądrością jestem zaopiekuję się teraz kobietą i jeśli zechce służył jej będą miłością, którą poznałem i opieką, bo mężczyzną się stałem.

Dobrze się poczuł, siła w nim urosła i zrozumiał, co znaczy być mężczyzną.

Nie żądać od świata niczego, nie wywyższać się ponad innych, nie oglądać za kobiecymi wdziękami, lecz służbę pełnić ? świadczyć swoją boskość mądrością miłującą, prawością, oddaniem. Poczuł siłę, nigdy nie czuł się mężczyzną tak jak teraz. Charyzma ? to słowo przyszło mu do głowy. I wziął je i zwrócił się do kobiety.

- Czy zechcesz - panią zostać mą?

To dziwne, kiedyś nie powiedziałby słów takich, on panem chciał zostać ? zawsze. A co będzie jeśli, umysł stary przez chwilkę jeszcze powrócił ? jeśli ona zawładnie mną.

I tu kobieta się odezwała, mądrość przecież już odnalazła i jako serce mądrości pełne rzekła.

-Tak, wielbić będę Boga w nas, światłość naszą i teraz i ja proszę, abyś zechciał panem moim zostać Boże.

Dziwnie się poczuł mężczyzna. On Bogiem?..nie miał już  w sobie pychy ni próżności, więc tylko ciepło serca poczuł i wdzięczność za tę kobietę, która w ten niezwykły sposób w swej głębokiej mądrości rozwiała jego maleńki lęk.

Zrozumiał więcej - dzięki jej mądrości, zrozumiał więcej.

Ona dla niego panią a on dla niej panem, lecz nie o fizyczność tu chodzi a o boskość ich obojga. I zbliżyli się do siebie.

Ich miłości nie było końca, jak dwie spirale łączyli się w wiecznym tańcu, bo gdy poznali tajemnicę przestali być dwojgiem, stali się jednym, każde z nich w swej osobności. On serce odnalazł i stał się miłującym umysłem, a ona mądrość umysłu i stała się mądrością serca i kiedy stali się jednym- co uczynili?

Połączyli to, co nigdy nie było rozdzielone, stając się coraz głębiej jednością miłowania Boga w sobie.

Nie ma końca ich miłości, bo to nie ich miłość znana ze starego świata, lecz Bóg w całej swej istności powrócił do siebie, miłującego siebie samego, powrócił do natury źródła, które w dwóch siłach działa żeńskiej i męskiej, lecz nie kobietą i nie mężczyzną są oni.

 

I zeszli silni miłością i szli potykając się jednak o ludzkie widzenie życia. Szli wytrwale jednak gdyż wiedzieli, że przyszli poznać Ziemię. Było ich wielu, wybrali ten czas i zapomnienie siebie, aby gdy czas przyjdzie dać sobie przebudzenie i innych, którzy w głębokim śnie byli wydźwignąć w światłość z nocy ludzkości. I szli i ciężko im było, czasami trud nie do udźwignięcia i często płacz silniejszy od słońca ich serc, bo to zmalało, kiedy zeszli na Ziemię. Wytrwali bohaterowie wszechrzeczy, szli. Płakali gdyż ?zło? tego świata, jego ciemność, jak noc spowiła ludzie serca, a oni czuli to i nie dziwili się, bo znali ten stan, w którym kiedyś sami byli, lecz trudno im było pomimo tego, bo czuli cierpienie innych. I przejść musieli ten stan, gdy z współodczuwania przejść trzeba było w siłę serc własnych, nie współczuć a rozmieć i siłę wyjmować z tego. Aż zrozumieli misję swą do końca. To był dla nich etap ich własnego rozwoju. Gdy przeszli kiedyś tę drogę i poszli dalej pełni miłości i siły zadawało im się, że osiągnęli już wiele, lecz nie koniec to był ich nauki. Wyszli ze świata tego i już gdzie indziej rolę swą wiedli. Lecz czas przyszedł następnej nauk, i zeszli, nie wiedzieli jednak dokładnie, w czym rzecz się miała i zapomnieli siebie, lecz nie do końca. W każdym z nich pamięć była głęboka a jednak ledwie dostrzegalna, a mimo to wciąż dająca o sobie znać. I prowadziła ich, choć i ciężkość życia dawała, bo niezrozumiani byli i obcymi się czuli ? bohaterowie wszechrzeczy, a jednak uczniowie jeszcze Ducha.

I szli, życie trud przynosiło a oni pytania nieśli dlaczego, dokąd, skąd i wzrastali. I czas przyszedł, że wiedza i mądrość powróciła, jednak nie o nią chodziło, a dalszy ich wzrost i tego jeszcze nie wiedzieli. I szli, potykali się i pamiętali tylko, że innym wiedze nieść mają ? jak bardzo jednak mylili się. To połowiczna prawda była, dla ich dzieciństwa jeszcze, gdy dorośli, poczuli, że nie inni celem, a ono sami, że o ich wzrost chodzi, o ich dalszy etap poznania. I choć przepaść między nimi a innymi pogłębiała się, nic to nie znaczyło, gdyż siebie odnaleźli i zrozumienie, że to ich droga jest dla ich dalszego rozwoju. Wrócili tu skąd wyszli, jakże inni jednak ? z pamięcią, teraz wiedzą już, że nie innych rozumieć mają lecz siebie, że tak jak kiedyś siebie poznawali, tak i teraz mają choć już w innym zakresie poznawania. I łatwo nie było im bo nie znali tej nauki. A jednak szli wytrwale, bo wiedzieli już, że nie ma odwrotu, nigdy nie było, a stagnacji nie chcieli, bo jak śmierć była.

I wiedzieli już, że zeszli w tym czasie bo gdy oni wzrosną w swym celu, w drodze, własnym rozwoju, inni, jak w korcu jednym wzrosną na nich, to oni pociągną ich w świetle i zrozumieniu, nie poprzez nauczanie jednak a ciszę, głęboką wewnętrzną ciszę w której poukładane znajdą się wszechrzeczy porządki zasad i prawd. Tak to się  odbywało.

Było ich wielu,  wielu śpi jeszcze, bo każdy sam musi własną  iść drogą.  To od nich zależy świat ten, czas ten i wiele poziomów czy ?na swe miejsce wejdą?.  Poukładać trzeba wiele, lecz zacząć w sobie światła i pamięci szukać SIEBIE. I w ciszę wejść choć w życiu być. ?Zejść? z innymi i tylko w sobie trwać, przemiany własnej drogę szukać, bo zeszli aby wzrosnąć a nie innym dawać rady jak żyć, wzrosnąć sami w wytrwałości będąc własnej drogi, której końca nie ma. Zdawało się, że rozumieją, lecz jakże łatwo jeszcze w świat stary wchodzili, choćby na chwilkę tylko zachęceni starych programem kolorowej małości i ekscytacji. I szli bohaterowie wszechrzeczy, choć czy tylko oni bohaterami byli? Im, trudniej bywało bo mając zrozumienie płakali, myśląc, że nad losem świata płaczą, lecz nie, to lekcja tylko była, nad sobą jeszcze płakali, gdyż uznawali ten świat zamiast w świecie tym rozpoznać siebie, aby świat ten według nich się zmienił. Po to zeszli. To ich rozwój i ich nauka. Siebie poznać w prawdzie stanąć i nie cierpiętnictwie innych się zasklepiać a siłę światła swego tworzyć i wytrwać w charyzmie serc potężnych, prawem wolności zmieniać ten świat sobą, strukturą światłości, która poprzez nich objawić się miała. Bohaterowie wszechrzeczy. Jak zwycięzcy na barykadzie życia stanąć mają potęgą światła i mocą prawdy nowe nieść, bohaterowie wszechrzeczy.

 

Jeśli przekroczysz oczekiwania, pojawi się pełnia.

 

Jak zdobyć szczyt, skoro nie wyszło się z domu biedy.

Powiedzieć dość, to jak podziękować za obiad przed jego spożyciem.


Jasność ma jedno oblicze, choć zawiera całość istnienia.

Jakże to - rzecze syn do ojca swego ? uznałeś dobro, zło odrzucasz całkiem?

- Tak ? odparł mędrzec, który ojcem był życia, jest tylko dobro, reszta jest złudzeniem.

- Dlaczego więc-  syn upiera się przy swoim - tak wiele cierpienia na Ziemi?

- To proste, tworzysz to w co wierzysz.

Upiera się syn ojca, który mędrcem był:

- Nie, to nie takie proste jak mówisz ojcze.

I poszedł syn w życie i doświadczał złego, choć w sercu jego pragnie dobra było. Minęło wiele lat. Powrócił syn do ojca swego zmęczony bardzo życiem, wysiłkiem, i lękiem, bo wciąż chronić musiał siebie przed złem i wciąż pilnować w sobie podziału na dobro i zło.

- Oj bardzo zmęczony jestem ojcze ? rzekł zaraz po przywitaniu.

A ojciec w spokoju, ciszy, radości z mądrością- syna przywitał. Młodo wyglądał, jakby ten czas, wiele lat rozłąki nie dotyczyły jego.

- Ojcze -  rzecze syn, położę się, strudzony życiem i drogą chcę odpocząć.

Ojciec posłał synowi posłanie i jak codziennie od wielu, wielu lat poszedł dziękować Bogu za świat dobra, miłości, piękna ? radośnie, z czułością i sercem dotykając wszystkiego, co spotkał. I zmęczenia w nim nigdy nie było bo w lekkości miłości był i nic poza nią nie mogło go wypełniać.

Kto potrafi, niech zrozumie

 

 Więcej 

http://www.epokaserca.pl/joomla/index.php/channeling/472-przypowiesci-ducha